Super Contra

Gry na NES - Super ContraGry na NES - Super Contra

Już od pierwszych chwil gry widać co ją odróżnia od pierwowzoru. Nie wiem ilu z was zwróciło uwagę na to, że w pierwszej części mogliśmy w danym poziomie iść tylko w bok albo w górę, a tu od samego początku twórcy chwalą się zmianami - najpierw spadamy z helikoptera, żeby troszkę się przespacerować w prawo, a potem pobiec po równi pochyłej i zobaczyć ekran scrollowany pod kątem. Zmianie ulegają też bonusy, po zestrzeleniu nie latają na boki i nie odbija się od ścian, tylko spadają z góry, co mi się osobiście mniej podoba. A tak poza tym… to chyba źle zacząłem.

Ale wątpię, żeby coś złego się stało, bo każdy, kto miał kontakt z Pegasusem wie, co to była Contra. Według zachodnich serwisów jest to jedna z najlepszych gier na NES (niesłusznie, należy się jej znacznie wyższe miejsce ?). Super Contra, znana też jako SuperC jest jej bezpośrednią kontynuacją. Nie zrezygnowano tu ze sprawdzonego schematu, tylko dano nam kolejne 8 poziomów i nieznacznie zmodyfikowano kilka rzeczy.

I teraz możecie wrócić do 1 akapitu :P

Bonusy to orzełek, nieśmiertelność, przyśpieszenie strzału i cztery znane z poprzednika bronie: Fire, Machinegun, Laser i Spread. Nie działają one jednak dokładnie tak jak dawniej. Przykładowo, Pociski ze Spreada zadają połowę tych obrażeń co inne pukawki, zapewne w celu zwiększenia balansu pomiędzy poszczególnymi rodzajami uzbrojenia, lecz mimo to jest to wciąż najskuteczniejsza broń. Machinegun nieco inaczej reaguje na przyciski turbo niż za powinien, użycie turbo B zwiększa częstotliwość strzału. Działanie Lasera nie zmieniło się zaś nic a nic.

Hardkorowemu tuningowi poddany został za to Fire. Pociski lecą po linii prostej, a w powietrzu mogą być tylko dwa na raz. Zadają one za to podwójne obrażenia w stosunku do podstawowych, to jeszcze rozpadają się na cztery „odłamki” o mniejszej mocy i ograniczonym zasięgu, acz bardzo przydatne przy masakrowania bezmyślnych piechurów. Z najsłabszej mym zdaniem broni jedynki powstało jedno z lepszych narzędzi mordu w sikłelu.

Poziomy są. Jak już wspomniałem, 8 ich jest. A są… bardzo dobre! Często wręcz zrzynane pomysły z jedynki, ale to nieraz lepiej, bo sprzyjają porównaniom, którymi jako małolat się jarałem. Zaczynamy na jakiejś budowie(?), drugim poziomem jest znana i lubiana baza, Później dżungla, z poukrywanymi snajperami i możliwością pływania w wodzie. A potem druga baza i wodospad, gdzie pniemy się pod górę. Z czymś wam się kojarzy ;) . Do tego wnętrze potwora, jakiś szyb (?) gdzie śmigamy w dół i demoniczne podziemia. Nie towarzyszyło mi jednak uczucie deja wu, powtórki z rozrywki to raczej częste mrugnięcia do fanów niż nieróbstwo. Nowe urozmaicenia, pokroju zapadającego się podłoża czy pochylni (przy okazji których spełniło się moje marzenie z bardzo wczesnego dzieciństwa tzn. możliwość kucnięcia ludzikiem z contry, ech ?) są i to w dużej ilości. Największą nowinką jest jednak zrezygnowanie z pseudo trójwymiarowych poziomów zza pleców i zastąpienie ich widzianymi z góry „sidescrollowanymi nawalankami” w liczbie dwóch. Fajnymi nawalankami ? Ponarzekać muszę na rezygnację z nazw poziomów, ciekawy drobiazg z jedynki, aż szkoda, że zniknął.

Adwersarze nasi, tak jak i poziomy, to zarówno nowicjusze, jaki i starzy znajomi, po liftingu lub bez. I tak zwykli piechurzy zamienili się ze szkieletów w coś mniej lub bardziej przypominającego ludzi, i podzielili się na dwa typy (z różnymi barwami klubowymi), strzelających i biegnących na pałę. Bardzo to nie przeszkadza, ale w Contrze każdy mógł nagle wypalić w naszym kierunku, co zwiększało trudność i podnosił ciśnienie, przynajmniej troszkę. Przechodzą oni za to podczas gry ewolucję, której przebiegu nie zdradzę, żeby nie psuć zabawy tym, którzy nie grali (mimo ze chyba nie ma takich*). W Super Contrze mamy też dobrze znanych i (nie)lubianych snajperów, działka, nieruchome czołgi czy „puszkożuje” w ostatnim levelu. Nowych jest znacznie mniej, chociażby strzelająca gęba czy wielki moździerz.

Na koniec wisienka na torcie, czyli bossowie. Nie są tak pomysłowi jak ci z pierwowzoru, a potyczki z nimi, choć bardzo emocjonujące, są znacznie dłuższe. Robakiem w wisience jest prosty do odkrycia i użycia sposób na każdego z nich, zamieniający batalię w rytmiczne klikanie w odpowiednich klawiszy w odpowiednim momencie. Naprawdę trudny jest tylko arcy wróg ze szczytu wodospadu, Czachomatem go nazwałem. Przejście go bez Spreada to chyba najtrudniejsza potyczka z obu części gry. Pojawili się też, mini bossowie. Niewielu ich i są prostsi od tych kończących poziomy, ale nie strzela się do nich miło ?.

Jeżeli chodzi o poziom trudności, to jest moim zdaniem niższy niż w oryginale. W ogóle nie rozumiem ludzi, odsądzających cykl od czci i wiary za nieziemską trudność, na NES’a są dziesiątki bardziej wymagających gier i nikt nie narzekał.

Wracając do Czachomatu – czy tylko ja mam wrażenie, że twórcy przesadzili z tymi wszystkimi czachami? Najpierw wielki latający statek z czach atakujący czachami, potem poczwórna czacha, za nią wielka czacha broniona przez robala z czachą, potem jeszcze wielki szkielet wyglądający niczym z koszulki zespołu metalowego, z wielką rogatą czachą, bo a jak! W wystroju plansz też często pojawiają się czachy. Czachy i czachy. Tak w ogóle to dalej walczymy z TYM Red Falconem, czy został w międzyczasie przemianowany na „Międzygalaktyczny Związek Satanistów i Kosmitów <> Sp. Z o.o.”??

Poza przeczachowieniem grafika prezentuje się nad wyraz dobrze. Otoczenie jest ładne, przeciwnicy starannie osprite’owani i animowani, tła pasują do całości. Częstszy jest za to problem polegający na tym, że częściej występuje błąd grafiki wymrygujący jakaś teksturę, np. zniszczonego wroga u góry ekranu. Mimo że go tam być nie powinno. Coś jak w jedynce w poziomie Waterfall, ale znacznie częściej i bardziej rzuca się w oczy.

Audio też stoi na wysokim poziomie. Muzyka jest klimatyczna, po prostu dobra, 8-bitowa robota. Uczepić się można melodii z ostatniego poziomu. W Contrze budowała napięcie, niesamowity klimat wnętrza wyspy, a tutaj tylko coś piszczy i buczy,. Utwór z outra też odstaje od poprzednika. Tam wystarczyło zamknąć oczy, żeby sobie wyobrazić siebie, jako bohatera odbierającego Medal of Honour z rąk Obamy czy innego Busha przed Białym Domem, salutującego na widok Gwieździstego Sztandaru. Ta z SuperC nie ma do niej startu. Nie chodzi o to, że wyżej wymienione motywy są złe, ale po prostu nie mają tego „czegoś”, nie czuć w nich mocy, nie dają takiego kopa jak odpowiedniki z pierwowzoru. Wypada mi odnotować, że tło muzyczne zmienia się przy wszystkich bossach, także tych w wersji mini.

Odgłosy z pola walki pasują do tego, co widzimy na ekranie. Są po prostu takie, jakich się po tej produkcji można oczekiwać. Z jednym, a jak by inaczej, wyjątkiem. Kiedy boss wybucha, widać kilka mniejszych „buszków” i słychać wybuchy. Później z głośników dobywa się potężna eksplozja rozrywająca oponenta na strzępy… znaczy się tak powinno być, a on po prostu znika! Więc albo programiści zaszaleli z efektami dźwiękowymi, albo nie wyrobili się z grafiką. Nie wiem, jak na to patrzeć, jak to traktować.

Do oprawy mam jeszcze jeden zarzut. Jest ładna, pociski śmigają, dżungla to dżungla, tu wybucha, muza gra, wszystko jest starannie dopracowane. Dopieszczone. Aż za bardzo. Grafika jest trochę zbyt sterylna, dokładnie to samo tyczy się dźwięku. Brakuje mi tu charakterystycznej dla Contry surowości tego wszystkiego dookoła. Kto miał grając podobne odczucia do moich – rozumie.

A teraz przyszła kolej na finalne pytanie. Zagadkę, nad którą przez lata głowili się filozofowie i wielcy nam współcześni, a na którą nie dala jednoznacznej odpowiedzi. I oto ja głoszę wam: czy Super Contra jest grą lepszą od kultowej, legendarnej, niepokonanej Contry?

Odpowiedź macie w poprzednim zdaniu :P

Super Contra nie jest złą gra. Przeciwnie, to jedna z najlepszych NESowych platformówek, ścisła czołówka 8-bitowych produkcji, ma u mnie zarezerwowane miejsce w mojej prywatnej liście TOP 10 gier na Pegasusa. Moje czepianie się wynikło zaś głównie z chęci porównywania jej do Contry, gry, przy której uzależniałem się od wirtualnego świata. I do której Sequel nie ma startu :P

Ocena: 9+/10

Autor: M'cin

pobierz Super Contra z pegasusa, nes pobierz Super Contra PL z pegasusa, nes

Powróć do listy gier na "S"

Zabronione jest bezpośrednie linkowanie ROM-ów / obrazków znajdujących się w naszym serwisie. Uszanuj nas i nie kradnij!