Mr. Gimmick!

Gry na NES - Mr. GimmickGry na NES - Mr. Gimmick

Pan Sztuczka obwieścił po raz kolejny urbi et orbi, że Sunsoft zna się na robieniu gier na NES’a. Niezła z niego sztuka… hmm… ;)

Gra zaczyna się mało ambitnym intrem zrobionym w mangowej stylistyce, po czym zostajemy przeniesieni w sam środek akcji. Tym, co rzuca się w oczy od razu, jest grafika. Nie przypomina ona za bardzo wstępu, nie za wiele ma też wspólnego z Disneyowską kreską, a mimo wszystko wydaje się taka baśniowa… i chyba właśnie takim epitetem najlepiej ją określić. Wszystkie postacie są bardzo „krągłe”, jakby stworzono je z kilku kółek. Do tego popracowano z różnymi odcieniami, dzięki czemu nie ma wrażenia kanciastości znanej z innych gier. Niby nic, ale biorąc pod uwagę, że możliwości pionierskiej konsolki Nintendo kończą się na wyświetlaniu 24 kolorów jednocześnie, to jest się czym „jarać”.

Oprawa audio też stoi na najwyższym poziomie. Dźwięki z gry doskonale odzwierciedlają to co się dzieje na ekranie. Muzyka jest adekwatna do zwiedzanych lokacji i doskonale pasuje do stylu gry. Tak jak grafika, jest po prostu baśniowa, a klimat, który buduje, jest niesamowity. Na miejscu Gimmicka uniósłbym pluszową piąstkę ku niebu i zakrzyknął „witaj wesoła przygodo!”.

A jest gdzie doświadczać tych przygód i innych pałających chęcią mordu atrakcji. W grze poziomów jest 6, każdy jest unikatowy. Niby zwiedzamy tajemny kompleks fabryczny najeżony pułapkami (Wołoszańskiego się naoglądali;)) czy też przemierzamy pustynię, ale cały czas mamy tą dziecinną świadomość, że ta bajka dobrze się skończy, nawet jeżeli nasz bohater wpadnie do dołu najeżonego kolcami. Oczywiście to wszystko zasługa klimatu, o którym tak się rozpisałem.

No dobra, to przecież zręcznościówka a nie przygodówka i na oglądaniu widoczków nie może się skończyć, mamy przecież co robić w tym niegościnnym, pluszowym świecie. Ale nasz mały przyjaciel może wyczarować nad głową gwiazdkę większą od niego samego. Nie dość, że zwalcza ona wrogów, to jeszcze możemy na niej podróżować. W przeciwieństwie do innych gier nie znika ona po chwili, tylko odbija się od otoczenia w zależności od wysokości, z której spada i kąta, pod którym uderza na posadzkę, co autorzy gry skrzętnie wykorzystali. Szkoda tylko, że na placu boju jednocześnie może być tylko jedna gwiazdka. Możliwość przemieszczania się lotem koszącym nad głowami oponentów i bombardowania ich to by było coś!

A przeciwnicy są nie byle jacy. Nawet zwykli owalogłowi nie przemieszczają się według starego schematu „na chama na wroga”. Widać to już na samym początku- pójdziesz gdzieś, to oni za tobą, i nie każdy zrobi to samo. Nie jest to zaawansowana sztuczna inteligencja, ale i tak fajnie, że reagują na nasze ruchy bardziej niż tylko obracając lufę w naszym kierunku (Contra się kłania). Do tego możemy skakać po ich czerepach, co nie tylko można, ale i trzeba wykorzystać.

Co krok jest coś nowego. A to kule armatnie, głazy spadające na głowę, maszynowe wyrzutnie strzał czy jazda na wózku fabrycznym. W zasadzie powinno być fajnie, ale zawsze jest ale - bardziej niż zręczności wymagana jest tu znajomość poziomu. Po prostu trzeba wiedzieć kiedy i jak skoczyć i tak dalej. Z tego, co powinno być największą zaletą zrobili największą wadę, przez co momentami Mr. Gimmick! staje się nudny. Do tego poziom trudności jest wyższy niż w przeciętnej grze. Na szczęście twórcy mieli głowę na karku i dali zapas 8 żyć (7 plus „zerowe”) zamiast standardowych 3. Szybko też zdobywa się bonusowe.

Mam jeszcze kilka zarzutów. Końcowy Boss, przed którym chylą czoła wszyscy pluszowi mordercy jest… najprostszy w całej grze!!! Bez problemu przeszedłem go z marszu. Powinni go zamienić z piątym, cholernie trudnym „szefem”.

Do tego jak się zacznie jakąś fabułę, trzeba ją zamknąć. Niech to już będzie nawet sztampowy happy end (a w zasadzie happy ending ;)). Chyba nikt mi nie będzie miał za złe jak przyspojleruje, bo końcówkę skopali dokumentnie, oszczędzę wam tylko zawodu. Nasz bohater po misji wraca do domu, po czym przypomina sobie, po co tam w ogóle był!! To tak jakby Rambo przypomniał sobie o głównym przeciwniku po odebraniu medali za wykonaną misję. Żaaaaaal.

Podsumowując, Mr. Gimmick! to, mimo wad, wciągająca produkcja zapewniająca kilka godzin dobrej zabawy, do tego wprowadzająca takie nowinki jak imitacja praw fizyki. Mimo że ją skończyłem, pewnie jeszcze do niej wrócę. Chociażby po to, żeby znaleźć wszystkie bardzo dobrze poukrywane bonusy. I poczuć ten niesamowity klimat, cofający mnie do czasów, kiedy w niedzielę o ósmej rano oglądało się bajki na Polsacie.

Ocena: 7/10



P.S. W paczce jest jeszcze wersja japońska (Gimmick!). Różnie się ona nieznacznie, ale jest mniej żyć, co może być utrudnieniem. Dorzuciłem jeszcze polski hack Dark Gimmick! autorstwa Beriona. Powinien działać dobrze z japońską wersją, ale z Mr. Gimmick! Też daje radę, tylko grafika momentami wykrzacza. Jest to wersja beta (0.3) w której przerobione są jak na razie 2 poziomy.
Autor: M'cin

pobierz Mr. Gimmick z pegasusa, nes

Powróć do listy gier na "M"

Zabronione jest bezpośrednie linkowanie ROM-ów / obrazków znajdujących się w naszym serwisie. Uszanuj nas i nie kradnij!