Heisei Tensai Bakabon

Gry na NES - Heisei Tensai BakabonGry na NES - Heisei Tensai Bakabon

Heisei Tensai Bakabon jest czymś w rodzaju przygód pewnego poczciwego człowieka imieniem/nazwiskiem Bakabon. Ech, często się zdarza, że trudno jest ustalić, zwłaszcza w jakiś dalekowschodnich językach, np. widząc wymienionego autora, które to imie, a które to nazwisko. W każdym razie ten typowy obywatel japońskiej krainy opuszcza swoją posiadłość celem zwiedzenia swojego rodzinnego miasta i... Właśnie nie wiadomo, z krótkiego, początkowego filmiku, jaki jest konkretny cel wyprawy, co sprawiło, że Bakabon zdecydował się poświęcić swoje siły i wyjść z domu na zwiad. Dozorcy, którego spotkał, nie zwierzył się, co się dzieje i jakie sprawunki ma do załatwienia. Żartowałam! Jak się poczeka trochę sekund przy ekranie tytułowym, to poznaje się powody całego zajścia, o ile ma się przetłumaczoną wersję gry, bądź zna się język japoński, bądź potrafi się zgadnąć fabułę, po nerwowym zachowaniu chłopca i po sytuacji w domu, który wydaje się być nieco opustoszały.

Pierwsze, co się zobaczy w rozgrywce, czyli w momencie, od którego można już grać postacią, jest pomieszczenie z klockowymi platformami. Nic specyficznego, typowość gier o postaciach z animowanych seriali, niebędących innym gatunkiem niż platformówka. Drugie, co daje się we znaki to animacja bohatera, jest dosyć szczegółowa, bohater może wykonywać różne czynności niezbędne w przemierzaniu terenów, na których znajdują się różne przeszkody, i to do tego takie czynności, które w rzeczywistości są niezbędne, by się gdzieś dostać, jak np. wspinaczka, a konkretnie coś w rodzaju podciągnięcia się. Zamiast wstawić w grze niewyobrażalne skoki, to sprawiono sytuacje, w których trzeba podciągnąć się, by wspiąć się gdzieś wyżej. Jednak niestety, mimo to, skoki są trochę za wysokie względem przypuszczalnych umiejętności głównego bohatera, pana w średnim wieku. Jednak rzeczywistości trzyma się fakt, że jest tylko jedno "życie". Po jego stracie bohater musi się wykurować w domu i zaczynać grę często od nowa. Od nowa, ponieważ trudno jest dobić do nowego passwordu. Jak już się zodbędzie password natomiast, to można, gdy się stwierdzi, że "stary przynudza", zapisać password i dokończyć grę kiedy indziej. Trzecia rzecz, dająca się spotrzec, to specyfika kierowania postacią, wykonywania nią czynności. Na początku bowiem widać kolce. Trochę dziwne, że tuż po wyjściu z domu takie straszne pułapki czekają na bohatera, ale wracając do tematu, to postać wydaje się, że musi na oślep, z kuszeniem z braku wyboru przejść te kolce. Jednak, jak już wspomniałam, bohater ma repertuar czynności, spory jak na typowy platformer na NES'a, i tę sytuację da się przejść bez szwanku. Jednak piszę recenzję, a nie solucję, więc pozostawiam graczom zorientowanie się, jak przejść ten zagadkowy początek gry.

Gra dalej wydaje się być zwykłym chodzeniem platformowym, jednak jak się chce, to można sprawić, że doda się grze "ducha" i nada się specjalne znaczenie rzeczom, które się w niej dzieją. Pewnie wiele osób w czasach dzieciństwa bawiło się w walki na parasole. W tej grze jest możliwość odświerzyć te wspomnienia! Odświeżenie będzie w postaci walki z wredną osobą bliżej nieokreślonego zawodu/profesji, w fioletowym wdzianku. Następnie można się zastanawiać, czy jedynymi grami, w których występuje motyw cyrku, są Circus Charlie i Circus Caper? Otóż nie! W grze o Bakabonie spotkamy się w cyrku z naszym bahaterem. Niestety, jakoś pozostałe rundy nie wpadają w pamięć, tylko motyw ostatnich rund jeszcze daje po sobie znać na dłużej w zakamarkach pamięci, jest to typowy motyw dla "ostatnich rund", nie napiszę, jaki, bo nie piszę typowego opisu gry, tylko recenzję, ale i tak już za dużo podpowiedziałam.

Cóż można powiedzieć o tym, co widzimy i słyszymy, grając w tę grę? Muzyka na początku jest rytmiczna, trochę relaksująca, żeby nie powiedzieć, że wyluzowana, bardzo miło się zgrywa z animacją wspinającego się bohatera. Innym razem jest jakby motywująca do biegu, a to dlatego, że są w utworze, o którym teraz piszę, dźwięki przypominające odgłosy rozpędzania się lub hamowania po szybkim biegu typowe dla gier. Grafika zachowana w pastelowych odcieniach przez większość gry, może się spodobać.

Na koniec, czy grać? Może tak, może nie, można obrać różne podejścia - albo dać spokój staruszkowi, z racji tego, że wygląd ma takiego stereotypowego, animowanego właściciela sklepu lub stoiska rybnego, to dać mu w spokoju prowadzić swój handel, bądź, jeśli akurat ma wolne, to dać mu klapnąć przed telewizorem. W drugim przypadku można z samozaparciem postanowić zmierzyć się z sytuacją, w której znalazł się bohater, czegokolwiek ona dotyczy, żeby na koniec odnaleźć szczęśliwe zakończenie gry i rozstrzygnięcie sprawy, z powodu której bohater wyszedł z domu, jakakolwiek by nie była (wersja dla tych, co nie poznali fabuły, jak ktoś zapoznał się z fabułą, może wstawić sobie tutaj, co konkretnie miał Bakabon ustalone jako cel wyprawy). Biorąc jednak pod uwagę, że to tylko gra, to po prostu można się zapytać, czy chcę poznać nową, kolejną platformówkę?
Autor: ferret

Heisei Tensai Bakabon, gry z pegasusa, nes

Powróć do listy gier na "H"

Zabronione jest bezpośrednie linkowanie ROM-ów / obrazków znajdujących się w naszym serwisie. Uszanuj nas i nie kradnij!